„Odpowiedz sobie na pytanie, co chcesz zyskać – i co trzeba poświęcić, żeby to zyskać”

Adam Bartkiewicz Adam Bartkiewicz

O martyrologii produktywności i rzeczywistości, która wszystko weryfikuje. Z Piotrem Buckim, jednym z najlepszych w Polsce specjalistów od skutecznej pracy i skutecznego życia rozmawiają Karolina Wierzbińska i Adam Bartkiewicz.

Karolina Wierzbińska: Dużo mówi się o potrzebie produktywności.  Czy nie daliśmy sobie wmówić, że jest najbardziej pożądaną kompetencją pracowników, podczas gdy tak naprawdę nie rozumiemy czemu ma ona służyć?

Piotr Bucki: Wielu ludzi stosuje tzw. martyrologię produktywności, ale rozumianej jako „zajętość”.  W wielu korporacjach i organizacjach nie ma produktywności a jest tylko zajętość, bo większość ludzi nie wie, dlaczego robią to, co robią. To zapychanie swojego dnia działaniami, przy których nikt nie zastanawia się po co one są, czemu służą i jakim końcowym dziełem owocują.

Adam Bartkiewicz: Jaka jest Twoja definicja produktywności?

Dzisiaj świadomie i produktywnie poświęciłem cztery godziny na pisanie, potem dwie godziny na jazdę na rowerze, a teraz świadomie i produktywnie poświęcam 45 minut na rozmowę z wami. To właśnie rozumiem jako definicję produktywności, a więc optymalnego wykorzystania czasu. Optymalne wykorzystanie czasu zakłada też, że od czasu do czasu produktywnie się nudzę, czyli dwie godziny nic nie robię, leżę na leżaku albo uważnie czytam książkę. Produktywność, o jakiej mówię zakłada, że trzeba mieć wysoką świadomość celu i zadania.

K: Mamy coś takiego jak atrybuty sukcesu i pracowitości. To narzekanie na dużą liczbę maili, wiecznie dzwoniący telefon, żarty z deadline’ów. Wykorzystujemy te atrybuty, by udowodnić swoją produktywność.

Bardzo ładnie opisał to  Cal Newport w książce „Deep Work”. Zdefiniował to zjawisko jako „busyness proxy effectivity”, czyli zajętość  jako erzac produktywności. Jesteśmy tak oderwani od produktu pracy swoich rąk, że zapełniamy czas  działaniami, które niczemu nie służą. Trzy najgorsze zapełniacze czasu to nieustanna korespondencja mailowa, nieustanne organizowanie spotkań i ciągła komunikacja w tzw. drugim obiegu, związana z komunikatorami, messengerami, itp.

Prezes Yahoo napisała kiedyś do swoich pracowników, że jeśli nie będzie widziała w statystykach odpowiedniej ilości logowań na firmowe serwery mailowe, to będzie podejrzewać, że źle pracują. Odpowiadanie na maile miało być dowodem na to, że wykonuje się swoją pracę. Bycie w kontakcie non stop ma na pewno znaczenie dla kontrolera ruchu na lotnisku czy przy obsłudze telefonu 112, ale jest cała masa stanowisk pracy, gdzie kilka godzin bez rozpraszaczy jest całkowicie możliwe i wykonalne, a na dodatek przyniesie dobre efekty.

Wrócę do martyrologii pracy – wiele osób uprawia ją pisząc, że sen jest dla słabych, licytując się, ile to już godzin pracują, robiąc cnotę z tego, że praca jest tak ważna, że nie ma mowy o odpoczynku. No i co z tego wynika? Często więcej wpisów na FB w tym przedłużonym czasie pracy, niż dobrych efektów tej pracy.

Ludzie pytają mnie często jak udaje  mi się robić tak dużo – przygotowywać kursy on-line, serie e-booków, do tego pisać kolejne książki. Udaje mi się, bo ja to robię. Nie mówię o tym, ale po prostu robię. Wiem, jaki jest mój cel. Ale też, tak jak inni, walczę z brakiem skupienia. Uwaga, umiejętność skupienia się jest piękną i coraz rzadszą kompetencją. Niestety, populacyjnie jesteśmy coraz bardziej rozkojarzeni. Umiejętność, żeby przez godzinę czy dwie po prostu z uwagą pisać albo tworzyć prezentację czy scenariusz zajęć to w obecnych czasach duża umiejętność. Nawet uważne pisanie maili jest dużą umiejętnością. Mam nadzieję, że chirurdzy mają dużo tej umiejętności i powinniśmy się od nich uczyć.

K: Jak radzisz sobie z rozproszeniami uwagi?

Bardzo szanuję swój czas. Staram się skupić na tym, co akurat robię. Teraz rozmawiam z wami, mój telefon jest daleko. Kiedy prowadzę szkolenie, jestem skupiony na szkoleniu, mój telefon jest wyłączony. Kiedy są przerwy w szkoleniu oddzwaniam tam, gdzie mogę, albo czasem tam, gdzie chcę. Czasami świadomie nie oddzwaniam. Sprawdzam maila tylko dwa razy dziennie. Ustalam, które maile wymagają natychmiastowej reakcji, a które mogą poczekać i trzymam się tego. Nawet w stopce adresowej zastrzegłem sobie, że odpowiadam w ciągu trzech dni. Może bywam arogancki ale robię to z szacunku do siebie i innych.  Irytuje mnie, kiedy ludzie non stop bombardują siebie nawzajem wiadomościami na różnych komunikatorach i mają pretensje, że nie otrzymują na nie natychmiastowej odpowiedzi.  Nie bądźmy niewolnikami natychmiastowości. Cieszmy się, że nie żyjemy w XVIII wieku, kiedy listy wożono dyliżansami.

A: Jak pogodzić taki sposób pracy z wymogami, jakie narzucają nam korporacje, gdzie często pracownicy nie mają świadomości celu, do którego firma dąży, znają jedynie fragment swoich zadań w organizacji. Czy są skazani na nieproduktywność?

Na całe szczęście odchodzi się od powszechnie stosowanego w latach 90. zarządzania strachem i szefa, który daje, odbiera, każe i straszy.  Firmy zaczynają doceniać rolę team liderów, którzy wskazują cele pracownikom. W niektórych firmach zauważam rosnący obszar autonomii i sprawczości pracowników, szczególnie w firmach IT.

Poczucie sprawczości ma ogromne znaczenie dla produktywności pracownika. Przywołam tutaj badania prof. Martina Seligmana, który obserwował tzw. syndrom wyuczonej bezradności. Jak zauważył, w sytuacji, kiedy cały czas ponosimy porażki i nie widzimy sensu podejmowanych działań, wpadamy w wyuczoną bezradność i czekamy już tylko na sterowanie z zewnątrz. Drugim wymiarem wyuczonej bezradności jest poczucie sprawczości. Można nauczyć się walczyć o nie, zadając pytania liderom, samodzielnie poszukując rozwiązań.  Trudno jest oczywiście pogodzić potrzebę raportowania, procedowania czy ścisłego wyznaczania regulaminów, które w wielu zawodach i firmach są niezbędne ze względów bezpieczeństwa z rozwijaniem poczucia sprawczości u pracowników.  Są też takie firmy, gdzie nadmierne raportowanie czy targetowanie skutecznie odbiera ludziom poczucie  sprawczości.  Jeśli jednak organizacja chce konkurować, budować dobry zespół, musi wykorzystywać zasoby ludzkie, które ma, szczególnie te dobre. Czyli dać ludziom poczucie większego wpływu na to, co robią.

Większość badań i raportów pokazuje, że jeśli damy ludziom dużo autonomii, więcej poczucia sensu i godności, a także sprawczości, że to, co robią, jest częścią czegoś większego, nawet jeśli jest to wkręcanie śrubek, to efekty będą bardzo dobre. Czytałem kiedyś historię ponad 90-letniej pani, która do końca życia dojeżdżała do fabryki Boeinga, gdzie wkręcała nity do skrzydła. Miała takie poczucie sensu swojej pracy, że nigdy nie przeszła na emeryturę. Wiadomo, że wśród osób, które żyły długo i szczęśliwie większość pracowała do końca życia,  nie dlatego, że nie miała za co żyć, ale dlatego, że ta praca nadawała sens ich życiu. Dlatego nie dziwię się osobom, które chcą jak najszybciej odejść na emeryturę, kiedy nienawidzą swojej pracy. Trzeba dążyć do tego, by wykorzystywać potencjał ludzi, trzeba naprawdę mądrych ludzi, którzy będą potrafili  to robić. Takich prezesów, liderów i menedżerów jest coraz więcej, ale ciągle jeszcze jest w firmach wiele osób,  dla których bardziej komfortowe jest zarządzanie przez strach i tyranię.

Przykładów nie trzeba daleko szukać – to, co słyszymy o traktowaniu  osób pracujących w halach Amazona, gdzie nawet czas na toaletę jest wyliczony, nie świadczy o traktowaniu pracowników podmiotowo. Byłbym bezczelny, gdybym chciał podpowiadać tym ludziom, jak w takich warunkach pracy mają szukać w sobie poczucia sprawczości.  Należałoby raczej popracować nad zarządzającymi firmą, by zmienili swoje podejście do sposobu pomnażania zysków i skierowali się w stronę ludzi. By przywrócić im poczucie godności a nie tylko zajętości. Niektórzy liderzy sprawiają wrażenie, jakby  zarządzali obozem koncentracyjnym, a nie fajną firmą, i wymuszają na pracownikach dowody zajętości, a nie produktywności.

K: W jaki sposób sami możemy wpływać na produktywność, która nie jest zajętością, ale przynosi efekty? Jakie funkcje poznawcze mózgu są najważniejsze?

W moim przypadku, by lepiej i szybciej pracować, największe znaczenie ma umiejętność koncentracji uwagi i skupienia. Chodzi o lepsze ukształtowanie osłonek mielinowych między ścieżkami neuronowymi, by szybciej przebiegały impulsy nerwowe. Podam przykład: Jeśli często i uważnie wykonuję jakąś czynność, wówczas ośrodki w mózgu, które są odpowiedzialne za tę czynność, zaczną powoli obrastać w mózgu osłonkami mielinowymi.  To samo dzieje się, kiedy uczymy się gry w golfa, czy innej powtarzalnej czynności. Uważne skupienie przy tej czynności pozwala na lepszą i bardziej uważną pracę później. Bardzo często stosuję technikę uważnego skupienia na jednym punkcie, jednym zadaniu, którą zaczerpnąłem od chirurgów i sportowców. Nawet kiedy piszę maile, jestem bardzo skupiony na wyrazach, które pojawiają się na ekranie. W tej chwili jestem skupiony tylko i wyłącznie na naszej rozmowie. Podobnie jest z innymi działaniami, które podejmuję.

Drugą bardzo ważną dla mnie rzeczą jest pielęgnowanie pamięci długotrwałej. Pamięć długotrwała to obszar z którego korzystamy szukając nowych, kreatywnych rozwiązań. Niestety, w naszym świecie zaobserwowano już coś takiego, jak „efekt Google” – mając możliwość natychmiastowego sprawdzenia wiadomości, nasze mózgi nie przechowują ich w swoich zasobach. Z tego powodu do naszej pamięci długotrwałej trafia ponoć mniej zasobów, z których możemy korzystać w działaniach kreatywnych – pisząc coś czy rozwiązując problemy.  Kreatywność nie jest sztuką wymyślania czegoś z niczego, ale połączenia tego, co już kiedyś widzieliśmy, słyszeliśmy czy poznaliśmy w nowym kontekście. Mam pełną świadomość, że wszystko to, co każdego dnia poznaję, zostanie kiedyś wykorzystane.

Jest jeszcze jeden proces z którego korzystam, szczególnie wtedy, kiedy mam się zabrać za pisanie albo przygotowywanie prezentacji i szukam do tego inspiracji. To jest selektywna percepcja. To zdolność naszego mózgu do wychwytywania tych rzeczy, o których obecnie myślimy.  Jeśli na przykład intensywnie myślimy o tym, by kupić sobie psa wyżła, na ulicy zobaczymy więcej wyżłów. Kobiety w ciąży na ulicach zauważą więcej kobiet w ciąży, człowiek z brodą będzie widział wokół siebie więcej brodaczy. Wszystkie te obserwacje nie są wynikiem faktu, że tych ludzi jest więcej, ale naszej selektywnej percepcji. Wykorzystuję ją przygotowując się do pracy.

Świadomość tego, jak postrzega nasz mózg, jak pracuje  jest bardzo ważna. Jednak wszystkie te procesy poznawcze, o których powiedziałem,  wymagają bardzo prostych, ale i trudnych działań. Przede wszystkim wymagają higieny mózgu – higieny snu, odpoczynku, odpowiedniego żywienia. John J. Medina w książce „Brain Rules” stawia tezę, że objętość ludzkiego mózgu zwiększyła się najbardziej, kiedy nasz gatunek zaczął chodzić na dwóch nogach. Wówczas rozwinęły się płaty czołowe, a szczególnie kora przedczołowa, a w ślad za nimi przyszła motywacja, przewidywanie, kontrola impulsów pierwotnych. Utrzymanie tych obszarów mózgu w dobrej kondycji wymaga prawidłowego odżywiania i odpowiedniej dawki snu. Cywilizacyjnie uważamy, że nie ma to znaczenia, stąd takie głupie przekonanie, że sen jest dla słabych. Uważam, że brak snu jest dla słabych.

A: Na czym polega utrzymanie prawidłowej higieny snu?

Po pierwsze sen musi być zdrowy, to znaczy trwać odpowiednio długo, by zachowane zostały wszystkie jego półtoragodzinne interwały senne. W moim przypadku, kiedy jestem najbardziej przeciążony pracą, mój sen trwa nawet 9 godzin. Wiem, że dla niektórych taka ilość czasu „zmarnowana” na spanie jest niewyobrażalna, ale ja zyskuję bardzo dużo.  Dziewięć godzin snu to sześciokrotność półtoragodzinnego interwału sennego. Jak wyćwiczyłem, jest to najbardziej zgodne z moim chronotypem.  Polecam wszystkim, by poświęcili trochę czasu na obserwację siebie i zbudowanie chronotypu, i w oparciu o niego planowali swoj rytmu dnia. Zdaję sobie sprawę, że jest to zła wiadomość dla tych, którzy zarywają noc na początku weekendu, później odsypiają całą niedzielę, by cały kolejny tydzień męczyć się w pracy.

Ja jestem skowronkiem, o godz. 6.00 rano czuję się wyśmienicie i mogę spokojnie pracować, ale już po 18.00-19.00 muszę się wyciszać, a spać mogę już od 22.00.

K: Czy ćwiczenie produktywności mózgu da się pogodzić z codziennymi zależnościami wynikającymi z relacji? Czy jest w stanie praktykować taki regularny rytm dnia np. topowy menadżer czy młody ojciec? Żyjemy uwikłani w wiele zależności wynikających z relacji między ludzkich.

Myślę, że należy bardzo spokojnie podejmować próby takiego gospodarowania czasem w rodzinie, by higiena czasu stała się rytuałem wszystkich. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że kiedy mamy w domu małe dzieci, które nie śpią przez pół nocy, nie jesteśmy w stanie trzymać się żadnych zasad. Wtedy warto zrezygnować ze skryptu twardziela i pewne rzeczy odpuścić. Trzeba tutaj jednak uważać na pułapki, w jakie wpadamy. Często takie wymówki stają się pretekstem. Nawet jeśli nie uda się nam w 100 proc., uda się w 80-ciu i to też będzie sukces. Napisałem kiedyś wpis o tym, że czasami nie chce mi się iść na trening i nie zawsze jest on taki, jakbym chciał, ale JEST jakimś treningiem. I to już jest coś. A czasami świadomie nie idę na trening, bo czuję się przetrenowany.

Trzeba obserwować siebie i cały czas uważać, bo sami zastawiamy na siebie pułapki. Pracuję czasami z klientami, którzy niby nie mają czasu, ale jak przeanalizujemy ich plan dnia, okazuje się, że jakoś znajdują go na spędzenie dwóch godzin przed telewizorem. Szukanie wymówek jest bardzo proste. Zawsze znajdziemy powód, żeby się napić albo zarwać noc. Poszukajmy może lepiej wymówki, żeby nie zarwać nocy i się nie napić. To będzie ciekawsze.

A: Jak budować nawyki konieczne do zmian? Nasza motywacja cały czas jest wystawiona na pokusy.

Po pierwsze trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie, co chcemy zyskać i co trzeba poświęcić, żeby to zyskać. Czy jestem gotowy, żeby to poświęcić i wreszcie, co mi to daje. Trzeba stworzyć spokojny plan dochodzenia do celu i nauczyć się siebie nagradzać za efekty.

Zmiana zachowania jest o wiele łatwiejsza kiedy mamy wyznaczony cel, informację zwrotną z otoczenia, że zmiana nam wychodzi, ale także, ze możemy ten proces „zgrywalizować”. Wprowadzić np. system dawania sobie drobnych nagród, które od razu poprawiają skuteczność. Ja np. wiem, że kiedy pójdę w piątek do mojej osiedlowej siłowni, a jest to dzień najtrudniejszych ćwiczeń, na słuchawkach będzie do mnie mówił Wojciech Mann. Nawet jak nie chce mi się iść, świadomość posłuchania Wojciecha Manna jest moją nagrodą. Musimy cały czas pracować nad tym, by przechytrzyć nasz mózg, bo ma on naturalną skłonność by ciągnąć nas do rzeczy, które są łatwe, lekkie i przyjemne. A nie o to przecież w życiu chodzi.

W budowaniu nowych nawyków warto zwrócić uwagę na nasze otoczenie. Kelly McGonigal w swojej książce „Siła woli” stawia tezę, że siła woli jest zaraźliwa. Jeżeli funkcjonujemy w środowisku, które ma większą siłę sprawczą, więcej woli działania, to i my łatwiej zaczynamy motywować się do zmiany. Jeżeli jednak przebywamy w środowisku, które jest toksyczne, narzekające i ma wyuczoną bezradność, to będzie nam bardzo trudno wyrwać się z tego. Musimy uciekać od tych, którzy mają niską samoocenę i mogą nas przytłaczać, a nie wspierać na drodze zmiany.

A: Wspomniałeś o tym, że nasz mózg ma skłonność do podsuwania nam rozwiązań i obrazów, które są łatwe, lekkie i przyjemne.  Dlaczego w takim razie tak dużo w nas strachów, aktów zbiorowej paniki,  fobii, przekonania, że dzieje się coś wyjątkowego, że mamy do czynienia z kataklizmem? Sprawdzasz to na swoim FB.

Od dwóch tysięcy lat ludzie reagują na strach tak samo. Różnica jest tylko taka, że kiedyś strach ratował przed drapieżnikami, a teraz daje dużo zatrudnienia dziennikarzom i serwisom plotkarskim.  Mylimy się w ocenie rzeczywistości w systematyczny i przewidywalny sposób. Mamy w głowie obraz świata, który jest  zerojedynkowy i o wiele bardziej niebezpieczny, niż w rzeczywistości. Nasze widzenie świata pełne jest stereotypów i kalek, które kiedyś same w sobie nie były złe, bo pomagały w szybkiej ocenie rzeczywistości, ale teraz już nie ma takiej potrzeby.

Mamy w sobie naturalną skłonność do katastrofizacji i dramy. Tradycja takich przekazów funkcjonuje od wieków. Udramatyzowane opowieści były ważne np. dla jakiegoś plemienia, była elementem ich przekazu kulturowego. Teraz takich dram nie mamy. Mamy za to udramatyzowane i rozpowszechnione dramatyczne historie typu: W Sharm El-Sheikh rekin zjadł człowieka. Cała armia dziennikarzy pompuje w świat doniesienia o tym wypadku,  kilka tygodni takiej „kampanii” skutkuje tym, że powszechne staje się przekonanie, że w Egipcie rekiny zjadają ludzi i nie powinno się tam jeździć. Funkcja ostrzegawcza, która naszym przodkom ratowała życie teraz nie jest już potrzebna,  sprawia, że coraz gorzej funkcjonujemy w świecie. Boimy się obcych, tracimy zaufanie, mamy przekonanie, że świat idzie ku gorszemu, gdy tymczasem jest dokładnie na odwrót.

A: Mitów o tym, jak funkcjonuje nasz mózg, do czego jest zdolny, jest wiele. Choćby ten o wykorzystywaniu tylko małego procenta jego nieograniczonych możliwości. Jakie inne mity związane z mózgiem szczególnie cię denerwują?

Jest tego sporo. Mity dotyczące lewo- i prawo-pólkulowości, mit o 10 proc. wykorzystaniu mózgu, podziały ludzi na wzrokowców i słuchowców. Wszystkie mity dotyczące gestów, budowania wiarygodności, motywacji. Mitem okazuje się być nawet tak modne wizualizowanie sukcesu. Stosunkowo niedawno pojawiły się badania, które udowadniają, że wizualizowanie sobie ostatecznego efektu jest kontrproduktywne – nasz mózg tak bardzo przyzwyczaja się do obrazu ostatecznego efektu, że drogę do niego uważa za niewartą zachodu. Lepiej wizualizować sobie poszczególne etapy – siadanie do pracy, gromadzenie materiałów, a nie sam końcowy efekt. Pozytywne myślenie jest bardzo ważne, podobnie jak pozytywna ocena rzeczywistości. Jednak wizualizowanie w sobie pragnienia cadillaca czy ogromnego domu to jest już szamaństwo. Absurdalnym apogeum tego mitu była chyba książka Rhondy Byrne „Sekret”. Jedyne, co zwizualizowało się po jej przeczytaniu to chyba dolary na koncie autorki tego „dzieła”.

K: Czy dążenie do produktywności i mądrego gospodarowania swoim czasem jest umiejętnością daną każdemu człowiekowi?

Myślę, że ta umiejętność przychodzi z wiekiem. Oczywiście nie chcę mówić, że przynależne jest siwej brodzie i siwiźnie. Jednak im człowiek jest starszy, tym ma większą świadomość swoich kompetencji, mocnych stron, ale też świadomość tego, w czym nie musi być mocny. Jest trochę większy spokój. Od czasu do czasu trzeba zweryfikować sobie cele, kierunek i odpowiedzieć na istotne, choć trudne pytanie, dlaczego robię to, co robię. Większość odpowie na to pytanie: bo mi płacą albo mi każą, i to też będą dobre odpowiedzi. Pracujemy przecież po to, by otrzymywać gratyfikację finansową adekwatną do naszego zaangażowania.  Trzeba jednak zapytać siebie: dlaczego to robię. Może widzę, jak to kształtuje moje środowisko, jak to wpływa na innych ludzi. Od czasu do czasu trzeba spojrzeć na siebie z boku. Żeby być produktywnym trzeba popatrzeć na siebie z boku.

Konieczna jest spokojna ocena tego, jak się realizujemy, co realizujemy, co jest esencją naszej pracy. Przy takich rozważaniach warto uruchomić w sobie taką cechę, którą ja najbardziej lubię – ciekawość. Np. ciekawe, dlaczego boję się czegoś zrobić; ciekawe, dlaczego wchodzę w pewne, krępujące dla mnie sytuacje, choć wiem, że zwykle nie kończą się dla mnie dobrze, dlaczego tak bardzo zależy mi na tym, żeby zrobić jakiś projekt. Ważne jest, by ciekawością zastąpić frustrację. Bardzo często na tak postawione pytania otrzymamy odpowiedź, że bardzo często wchodzimy w jakieś sytuacje tylko dlatego, że zależy nam na ocenie innych, a nie dlatego, ze chcemy zrobić to dla siebie.

Nasze życie składa się z małych momentów i chwil. Jeśli będziemy spędzać je nie do końca tak, jak chcemy, czekając, że kiedyś przeżyjemy coś wielkiego, to ani nie będziemy szczęśliwi, ani spełnieni, ani produktywni. Praca jest integralną częścią naszego życia. Nie powinna być tylko sposobem zarabiania pieniędzy na życie, powinna być także naszym życiem. Zróbmy wszystko, by się udało.

 

Piotr Bucki – Architekt, który zamiast budynków projektuje kompetencje. Aktor, który zamiast sceny woli sale wykładowe. Psycholog, który od 17 lat pomaga ludziom szlifować komunikację w różnych obszarach. Zawsze bazuje przy tym na psychologii poznawczej, neuro-naukach i psycholingwistyce. Sprawdza teorię w praktyce współpracując z firmami w Chile, Słowenii, Mołdawii, Azerbejdżanie, Austrii, Australii i Polsce. Autor książki „Porozmawiajmy o komunikacji”, „Złap równowagę” i anglojęzycznej „Life’s a pitch and then you die”. Współautor i redaktor merytoryczny Startup Manual (Wolves Summit 2015), autor i opiekun serii BuckiAcademi wydanej z wydawnictwem 4 Głowy (2016). Publikuje regularnie na InnPoland oraz stronie www.bucki.pro. Pisze dla Malemana, Dolce Vita, Madame, Marketing w Praktyce i wielu innych. Przetłumaczył 12 książek z zakresu psychologii i poradnictwa. Współpracuje z najlepszymi ośrodkami startupowymi w Polsce – m.in. LPNT, Inkubator Starter, GPNT i PPNT, a także z największym rządowym programem na świecie Startup Chile i Inkubatorami w Słowenii i Austrii. Występował m.in. na Wolves Summit, Davos Communication Forum, PODIM Słowenia, Internet Beta, Social Media Convent, Inspiration Day w Szczecinie, PMI Congress w Antwerpii i wielu wielu innych konferencjach w kraju i na świecie.

Adam Bartkiewicz

Adam Bartkiewicz

Product Evangelist w Brainsociety, wykładowca Brain Academy, pomaga zrozumieć jak praca mózgu wpływa na osobistą produktywność . Absolwent Uniwersytetu Medycznego w Łodzi, fizjoterapeuta, zainteresowany optymalizacją mózgu, biohackingiem i lifehackingiem. Wierzy, że zdrowe ciało i dobre życie zależą od zdrowia mózgu.

suplementy diety

Dlaczego suplementy diety nie działają na Polaków?

Z roku na rok obserwuje się wyraźny wzrost zainteresowania suplementami diety ze strony konsumentów. Suplementy mają poprawiać zdrowie, polepszać samopoczucie, […]

Marta Ploch Marta Ploch
Dominik Juszczyk certyfikowany trener Instytutu Gallupa

Jak pracuje… Dominik Juszczyk

Certyfikowany trener Instytutu Gallupa. Twórca bloga dominikjuszczyk.pl i podcastu „Z pasją o mocnych stronach” o rozwoju i praktycznym wykorzystaniu talentów. Uczy efektywności osobistej i zespołowej w oparciu o indywidualne zasoby. Testuje najlepsze taktyki produktywności w życiu zawodowym i osobistym.

Marta Ploch Marta Ploch
grafika wektorowa ilustrująca ludzki umysł

Wszystko o Ashwagandzie

Po polsku jest znana jako witania ospała, częściej jednak używa się nazwy ashwaganda. Roślina ta wywodzi się z Indii, gdzie […]

Marta Ploch Marta Ploch