Zapracowałeś na sukces? Nie mów „udało mi się”

Marta Ploch Marta Ploch

O tym, jak wygląda polskie, a jak zagraniczne podejście do sukcesu, o treningu mentalnym, którego potrzebuje i lekarz, i pokerzysta, oraz dlaczego przyjemność ma niewiele wspólnego z satysfakcją rozmawiamy z doktorem Dariuszem Parzelskim – Certyfikowanym Psychologiem Sportu Polskiego Towarzystwa Psychologicznego i wykładowcą Uniwersytetu SWPS.

 

Czym jest psychologia optymalnego działania, która Pan się zajmuje?

Odpowiedzią na zapotrzebowanie klientów. Przychodzili do mnie zawodnicy, którzy chcieli być szybsi, skuteczniejsi, sprawniejsi, ale w toku pracy okazywało się, że, aby to osiągnąć, musimy popracować nad optymalizacja życia pozasportowego. Przychodzili klienci z innych branż, szukając poprawy efektywności swojego działania. Lekarze, głównie chirurdzy, artyści występujący na scenie, pokerzyści. Zaczęli też przychodzić ludzie, którzy osiągnęli bardzo duży sukces zawodowy, ale nie czerpali z tego satysfakcji, albo byli u kresu wytrzymałości – ich ciało wyraźnie sygnalizowało, że nie mogą dalej tak funkcjonować.

Taką presję, która doprowadza do kresu wytrzymałości – narzucamy sobie sami, czy robi to za nas otoczenie?

„Kupujemy” presję otoczenia, czasem wynosimy ją z domu i dokładamy własną interpretację. Próbujemy dawać z siebie każdego dnia 200 procent -to jest poza fizycznymi możliwościami i musi się w którymś momencie skończyć. Oczywiście presja to złożona kwestia – jako ambicja jest nam potrzebna, motywuje, zachęca do poznawania granic swoich możliwości – i przesuwania ich dalej. Natomiast przy zbyt wysokiej presji nasza efektywność drastycznie spada. Nawet jeśli przynosi pozytywny wynik, nie zawsze jesteśmy z niego zadowoleni.

Nie potrafimy dostrzegać własnych sukcesów?

W naszym polskim rozumieniu po sukcesie, po gratulacjach zawsze idzie jakieś „ale”, które mniej lub bardziej świadomie podważa ten sukces. To ogromne przekleństwo naszego funkcjonowania. Na zachodzie tego nie ma, po gratulacjach jest kropka. Szkoleniowcy zagraniczni, z którymi rozmawiam, dostrzegają tę różnicę.

Skąd to się bierze?

Uczymy się tego w drodze modelowania – w domu, w szkole – umniejszania sukcesów i braku akceptacji dla błędów. Nad tym też pracuję z moimi klientami. Potwornie boimy się błędów. Im bardziej myślimy, że nie wolno nam ich popełnić, tym bardziej na tym się koncentrujemy i paradoksalnie – zwiększamy prawdopodobieństwo, że do tego dojdzie.

Nie jesteśmy nauczeni budowania pewności siebie, stabilnej samooceny?

Nie, i ma to nawet odzwierciedlenie w języku, jakim mówimy o sukcesie –  „udało mi się”, „miałem szczęście”. Lokujemy tym samym źródło sukcesu poza sobą, w czynnikach zewnętrznych. Jeśli powiem: „dobrze to zrobiłem, bo włożyłem w to dużo wysiłku”, to zwykle reakcją otoczenia będzie zarzut, że się przechwalam. A umiejscowienie źródła osiągnięcia na zewnątrz, w jakiejś niezależnej od nas sile, magicznym zbiegu okoliczności, zmniejsza wiarę w powtórzenie tego sukcesu – bo redukuje nasze poczucie sprawczości. Owszem, amortyzuje porażkę, ale i spłyca osiągnięcie. Zachęcam moich klientów do prostego ćwiczenia – wymień i zapisz 3 rzeczy, które zrobiłeś dziś dobrze. Większość ma z tym problem. Pytają, czy zamiast tego mogliby wymienić, co zrobili źle.

Pracuje Pan również z pokerzystami. Czym różnią się od zawodników w tradycyjnym, fizycznym sporcie?

Poker to sport mentalny w najczystszej postaci. Pokerzyści mnóstwo energii, wysiłku i pracy wkładają w grę, która ma czynnik losowości –  ale tym bardziej zależny od nich, modyfikowalny czynnik umiejętności ma ogromne znaczenie. W przeciwieństwie do „tradycyjnych” sportowych zawodów, które odbywają się 30-40 razy rocznie, zawody w pokera mogą odbywać się codziennie, podobnie jest u traderów – obie grupy w bardzo małych odstępach czasu muszą podejmować decyzje w obliczu ogromnej presji. E-sportowcy to są bardzo profesjonalni ludzie. Badania, które robiła jedna z moich magistrantek pokazały, że profesjonalni gracze komputerowi w porównaniu do ogólnej populacji więcej czasu przeznaczają na aktywność fizyczną, mają niższe BMI, generalnie są zdrowsi.  Muszą pilnować poziomów stresu, snu, zbilansowanego odżywiania, żeby móc optymalnie myśleć. To tylko stereotyp, ze e-sportowcy nie maja dyscypliny porównywalnej do sportowca fizycznego, wręcz przeciwnie – ci drudzy mogliby się od nich wiele nauczyć w kwestii profesjonalizmu.

Z jakimi pytaniami przychodzą do Pana lekarze?

Najczęściej chcą sobie lepiej radzić ze stresem. Praca z nimi nauczyła mnie innego rozumienia znaczenia porażki. W sporcie porażka oznacza brak sukcesu, na sali operacyjnej ma znaczenie zupełnie inne, często nieodwracalne. Tu od naszej sprawności – nie tylko intelektualnej, manualnej, ale i emocjonalnej – zależy życie pacjenta. Lekarze mówią: „wiem, że są koledzy radzący sobie alkoholem czy lekami, ale ja chcę znaleźć sposób na zapanowanie nad emocjami, który nie będzie polegał na odcinaniu się od nich”. Wspomnę, że duże korzyści przynosi trening chirurgów prowadzony w rzeczywistości wirtualnej – nie tylko w kwestii motoryki, zdolności manualnych, ale i regulacji emocji.

Czym jest trening mentalny?

Ma różne definicje, ale wszystkie są zgodne co do podstaw: to praca nad koncentracją uwagi, umiejętnościami radzenia sobie w stresie, budowanie pewności siebie, techniki wizualizacji, komunikacja, formułowanie celów. To są fundamenty. Rozwinięciem może być praca nad zarządzaniem emocjami, ale bywa też, że sięgamy głębiej. Na przykład zawodnik osiągnął już wysoki poziom, ale przychodzi z kryzysem decyzyjnym. Nie wie, czy chce kontynuować. Czasem zaczynam od rozwijania umiejętności koncentracji, a dochodzimy do pytań o formułowanie celów. Dokąd tak naprawdę dana osoba zmierza? Jak widzi siebie za 5, za 10 lat?

Jak Pan pracuje nad poszczególnymi aspektami treningu? Koncentracją, pamięcią, stresem?

Nad koncentracją można pracować, wykorzystując rozmaite aplikacje, komputer, techniki mindfulness, medytację, ćwiczenia typu papier-ołówek.

Nad pamięcią pracujemy niebezpośrednio. To na przykład regulacja napięcia. Wprowadzając swoje ciało w stan relaksacji, poprawiamy zdolności poznawcze, w tym tempo zapamiętywania. Badania pokazują, że aktywność fizyczna poprawia poziom wykonania zadań poznawczych. Jeśli nasze życie zawodowe opiera się na siedzeniu przed komputerem w bezruchu, to praca z ciałem jest zasadna. Poza tym na pamięć bardzo wpływa poziom napięcia. Jeśli nasze aspiracje są nierealistyczne, to zapamiętywanie może działać efektywnie, ale proces przywoływania będzie zaburzony, przez poziom stresu właśnie.

Generalnie – nie ma trików. Definicją treningu jest to, że musi być systematyczny i długotrwały.

Niedawno słyszałem słowa byłego koszykarza NBA o tym, ze potrzebujemy zmiany w postrzeganiu sportu. Bo nam się wydaje, ze to piękne, gwiazdorskie, pełne splendoru – a to jest męczarnia i reżim. Definicja motywacji w sporcie według Jima Taylora brzmi tak: motywacja to umiejętność pracy w obliczu bólu, zmęczenia, cierpienia i chęci robienia czegoś innego.

Satysfakcja i przyjemność nie mają ze sobą wiele wspólnego?

Na samym końcu – owszem. Kiedy sam byłem zawodnikiem, byłem w stanie pokonać 20-kilometrowy marszobieg po górach, i ostatnie kilkaset metrów z kolegami z kadry sprintowaliśmy do hotelu. Padaliśmy pod drzwiami zmordowani, ale z uśmiechem na ustach. Po latach widzę, że ci zawodnicy, którzy na koniec z własnej woli sprintowali, to ci sami, którzy stawali potem na podium.

Umiejętność odraczania przyjemności to kwestia pracy nad sobą, czy element „wyposażenia” charakteru, dla jednych dostępny, a dla innych nieosiągalny?

Zależy jaki przyjmiemy paradygmat. Czy, za Carol Dweck, tak zwany fixed mindset – gdzie z góry jest określone, co damy rade osiągnąć, czy growth mindset –zakładający możliwość rozwoju, oczywiście w granicach realizmu.

Umiejętność odraczania gratyfikacji jest cechą mistrzów sportu. Ci, którzy osiągną największe sukcesy, ponoszą też najwięcej porażek po drodze, o czym mówił chociażby Michael Jordan. „Chybiłem 9000 rzutów, przegrałem 300 gier, 26 razy chybiłem decydujący o wyniku rzut. Ponosiłem porażkę za porażką – i dlatego wygrałem”. Najwytrwalsi są świadomi tego, że nagrody przychodzą po czasie.

Na czym polega umiejętność brnięcia dalej po porażce?

To tzw. resilience, „sprężystość” psychiczna, umiejętność radzenia sobie i podnoszenia się, próbowania raz za razem. Nie jest to wrodzona cecha – możemy ją w sobie kształcić, chociażby poprzez prace nad adekwatnym poziomem pewności siebie. Jeśli jej nie mamy, trudniej nam przyjąć porażkę. Wówczas będziemy myśleć, że lepiej nie wychylać się, nie działać, czy działać zachowawczo, bo lepiej być mile zaskoczonym, niż ryzykować i radzić sobie z ewentualnym rozczarowaniem.

Jak pracować nad kontrolą emocji?

Pewnie standardowa odpowiedź, jaka mogłaby przyjść do głowy to: zablokować, nie czuć emocji. To jest bardzo trudne lub niemożliwe. Nasze emocje są ponad myśleniem, są silniejsze od rozumu i zawsze się pojawią. Czy w widoczny, czy niewidoczny sposób. W związku z tym uczę ludzi pracować nad tym, żeby czuli emocje, potrafili je nazwać i określić ich natężenie. W momencie, kiedy uruchamiamy proces racjonalnej oceny w emocjonalnej sytuacji, to siła tej emocji, czy to będzie strach, czy złość, automatycznie spada.

Pracuję z klientami nad różnymi scenariuszami i alternatywami, także perspektywą porażki. Szukamy akceptacji dla braku wygranej. Sportowiec może zrobić wszystko najlepiej, jak potrafi – to nadal nie oznacza, ze wygra zawody. Chirurg może zoperować wzorcowo,  a czynniki poza ludzką kontrolą to zniweczą. Tak duży procent efektu wyjściowego nie zależy od nas, że sztuką jest znaleźć radość w procesie, niezależnie od jego wyniku. W mojej pracy równie mocno, co spektakularne, zawodnicze sukcesy cieszą mnie tez pozornie drobne – klienci, którzy odważyli się na coś, co wcześniej wydawało się dla nich niedostępne. To jest precedens, który pociąga za sobą kolejne kroki i otwiera przed człowiekiem nowe możliwości.

Marta Ploch

Marta Ploch

Studiowała neuropsychologię kliniczną na Wydziale Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego. Wiedzę praktyczną zdobywała na Oddziale Neurochirurgii SPCSK Banacha i w Klinice Stresu Bojowego Wojskowego Instytutu Medycznego. Wolny czas spędza żałując, że nie ma wolnego czasu.

mężczyzna rysujący rakietę

Od pomysłu do efektu, czyli słowo o systematyczności

Doraźne, krótkoterminowe rozwiązania w naszym życiu niewątpliwie się przydają, i mogą być bardzo skuteczne. Ale dopiero długoterminowa „współpraca” z naszym organizmem pozwala zobaczyć pełen wachlarz dostępnych możliwości.

Marta Ploch Marta Ploch
grafika symbolizująca połączenie między mózgiem a układem pokarmowym

Przez żołądek do… mózgu. Co ma wspólnego stan układu pokarmowego z samopoczuciem?

…czyli gdzie mamy „drugi mózg”- i jak o niego dbać?

Marta Ploch Marta Ploch
grafika mózg w żarówce

Jak zasilić mózg?

Praca pełna wymagających zadań – tak można podsumować niemalże każdy dzień osób pracujących umysłowo, szczególnie tych pełniących najbardziej odpowiedzialne funkcje. […]

Adam Bartkiewicz Adam Bartkiewicz